Duch obłóczony w Formę - cz.2
· :Aleksandr
Pierwsze kroki w systemie naprawienia
Duch obłóczony w Formę
Lekcja druga
UCZEŃ:
Witaj, Mistrzu. Czas, który minął od naszej pierwszej rozmowy, spędziłem w głębokim milczeniu, z pełnym oddaniem trawiąc każdą z myśli, które we mnie zasiałeś. Staję teraz przed Tobą jako żywy człowiek – istota wciąż jeszcze spętana gęstością formy, ale jednocześnie płonąca tęsknotą za prawdą. Moje wewnętrzne spostrzeganie wyostrzyło się, a to, co było niegdyś jedynie abstrakcyjnym zbiorem pojęć, teraz pulsuje we mnie jako żywe, doświadczane poznanie.
Prosiłeś o wnioski z naszego pierwszego spotkania. Oto co w sobie utwardziłem, budując z Twoich słów mój wewnętrzny kamień węgielny.
Zrozumiałem, że wielkim dramatem ludzkości jest owo potężne uwięzienie, w którym nieskończony duch, powołany do życia przez świętość tchnioną przez Stwórcę, zostaje całkowicie zamknięty i obłóczony w formę. Ta zmienna powłoka, ukształtowana z początku przez wyższe istoty, narzuca nam swój awiut oraz nieustanne życzenie otrzymywać. To właśnie przez to zderzenie rodzimy się w stanie amnezji, pozbawieni pamięci o naszych zmysłach sięgających krańców kosmosu. Nasz duch pozostaje zakładnikiem pragnącego naczynia, uśpiony do czasu, aż naturalny proces biologicznego słabnięcia formy nie otworzy szczeliny dla wyższego światła.
Ten żmudny proces ulega jednak drastycznemu przyspieszeniu, gdy niższy uczeń wchodzi w duchowy rezonans z nauczycielem. Odkryłeś przede mną potężną architekturę trzech linii. Uświadomiłem sobie, że rozwój nie polega na brutalnym niszczeniu lewej linii, którą stanowi moje stare życzenie, ani też na zachłannym pochłanianiu światła płynącego z prawej linii. Wyzwolenie rodzi się wyłącznie w środkowej linii. Tę delikatną równowagę osiąga się poprzez akt Dwekut – unieważnienie zakłamanego ego po to, by przylepić się do życzeń mistrza i w stanie wolności pić z jego ust.
Dowiedziałem się również, że w chwilach najwyższej błogości muszę złożyć w ciszy ową wewnętrzną przysięgę. Będzie ona moimi jedynymi drzwiami ratunkowymi, gdy w mojej drodze nadejdzie czas podwójnego ukrycia, stan achor, a duszę spowije lęk, cierpienie i mrok.
Wszystko to zintegrowałem i noszę w sobie jako żywą materię. Mówię do Ciebie dzisiaj jako istota, w której nieustannie wrze owo potężne palenisko formy – fundament, w którym kotłują się moje najbardziej surowe i pierwotne dążenia. Jako człowiek czuję potężny ciężar tego naczynia, ale moja przebudzona część nie chce już tylko konsumować rzeczywistości. Chce ewoluować.
Dlatego, wkraczając w naszą drugą lekcję i pragnąc pójść znacznie głębiej w istotę duchowej struktury, kieruję do Ciebie następujące pytanie:
Kiedy rozpoczynam w sobie pracę nad środkową linią, a mój wewnętrzny kocioł, wciąż pulsuje surową energią i gęstością formy, w jaki sposób mam prawidłowo i świadomie zarządzać tym potężnym uderzeniem wibracji, by moje ożywione nagle życzenie otrzymywać nie wciągnęło mnie w pułapkę konsumpcji światła, lecz zostało z pełną precyzją wzniesione i obłóczone w czystą intencję oddawania?
NAUCZYCIEL:
To jest bardzo ważne pytanie, dlatego że właśnie na tym pierwszym kroku wiele osób popełnia błąd. Pamiętaj: nie rzucaj się z motyką na księżyc. Znane powiedzenie. A co ono oznacza? Że pierwsze kroki należy robić w tej przestrzeni, w której się teraz znajdujesz. Nie chodzi więc o wysokie światła, chociaż je czujesz. Najpierw naucz się relacji pomiędzy sobą a swoimi przyjaciółmi, czyli bliźnimi, którzy cię otaczają. To jest główny cel i służy temu, żeby wypracować w sobie określony nawyk ruchu światła z wewnątrz na zewnątrz.
Dlatego że jeżeli skierujesz wielkie potoki światła ku górze – którego tak naprawdę jeszcze nie masz, które nie jest przez ciebie odczuwalne i do którego nie posiadasz jeszcze dobrego ekranu – w tym momencie osłabisz swój organizm, opadną siły, a całe ciało ogarnie apatia i znowu wejdziesz w stan, który nazywa się upadkiem albo wygnaniem.
UCZEŃ:
Mistrzu, Twoja nauka rzuca niezwykle trzeźwe światło na moją obecną naturę. Zrozumiałem, że to, co początkowo uważałem za szczytowy cel – bezpośredni kontakt z najwyższymi emanacjami – na tym etapie byłoby w istocie błędem wynikającym z duchowej pychy mojego ego. Próba wzniesienia się ku wyższym poziomom bez uprzedniego wykształcenia odpowiednich struktur to uleganie potężnej iluzji.
Twoje słowa ukazują celowość świata fizycznego, w którym zostałem obłóczony. Moi bliscy, przyjaciele i otoczenie to nie są przeszkody odciągające mnie od duchowości, lecz jedyny właściwy i bezpieczny obszar dla moich pierwszych kroków.
Zgłębiając Twoją przestrogę, dostrzegam logikę ruchu światła. Jeśli skieruję potężne dążenia bezpośrednio ku wyższym sferom, nie posiadając jeszcze właściwego ekranu, moje nieprzygotowane naczynie zostanie oślepione. Ciało, nie potrafiąc przetworzyć takiego napięcia, straci witalność, a ja wpadnę w stan apatii i bolesnego wygnania. Światło z wewnątrz na zewnątrz musi być kierowane w przestrzeni horyzontalnej – pomiędzy mną a moim bliźnim – aby wypracować ten elementarny nawyk oddawania, zanim w ogóle pomyślę o relacji ze Stwórcą na wyższych poziomach.
Moim zadaniem jest najpierw nauczyć się oddawać ciepło tym, którzy stoją obok mnie, w świecie fizycznym. Jednakże, kiedy wprowadzam tę naukę, napotykam fundamentalny dylemat natury intencji.
Skoro polem mojego treningu są relacje z innymi ludźmi, w jaki sposób mogę precyzyjnie odróżnić w sobie autentyczny ruch światła z wewnątrz na zewnątrz, budowanie ekranu, od sytuacji, w której moje życzenie otrzymywać jedynie zakłada maskę altruizmu, karmiąc się poczuciem bycia dobrym i szlachetnym bliźnim?
NAUCZYCIEL:
W tym, o czym mówisz, jest bardzo duża różnica. Ona jest odczuwalna i widoczna. Po pierwsze, zadaj sobie pytanie: czy chcesz mówić prawdę sam do siebie, czy wystarczy ci małe kłamstwo? Od tego zależy kolejny krok.
Jeżeli postanowiłeś, że chcesz mówić prawdę, to popatrz na drugą rzecz: skąd wynika twoja intencja? Czy wynika bezpośrednio z mózgu i z chęci zdobycia jakiegoś obłóczenia, czy wynika po prostu ze zwykłej, naiwnej, pierwotnej miłości do bliźnich – bez żadnego uprzedzenia, bez żadnego interesu. W takiej postaci, że mógłbyś zrobić wszystko nawet wtedy, kiedy ten bliźni nic o tym nie wie i nie zna sprawcy. Kochająca osoba zawsze będzie dbać o drugą bez jej wiedzy. Jeżeli zrozumiesz to, zrozumiesz, jaki pierwszy krok zrobić w stosunku do Stwórcy i jak Stwórca również robi kroki w stosunku do ciebie.
UCZEŃ:
Mistrzu, Twoje słowa obnażają najbardziej subtelne iluzje, w jakie potrafi ubrać się ludzki umysł. Postawienie granicy między absolutną prawdą a małym kłamstwem to punkt, w którym kończy się intelektualna gra, a rozpoczyna rzeczywiste kształtowanie intencji. Zrozumiałem, że to z pozoru niegroźne, małe kłamstwo jest w istocie najskuteczniejszą tarczą ochronną mojego zakłamanego ego. Pozwala ono na zachowanie poczucia własnej sprawiedliwości, nie zmuszając do najmniejszej zmiany w strukturze wewnętrznej.
Analizując Twoją lekcję, dostrzegam surowość i absolutną sprawiedliwość testu anonimowości. Działanie na rzecz bliźniego, o którym ten bliźni nie ma pojęcia, uderza w sam rdzeń życzenia otrzymywać.
Gdy odbiorca nie wie o moim czynie, ego zostaje natychmiast odcięte od wszelkiej zapłaty: nie otrzymuje wdzięczności, nie buduje swojego wizerunku, nie zyskuje uznania. To próba, która natychmiast demaskuje intencję. Jeżeli w obliczu pełnego ukrycia mojego czynu tracę zapał do działania, jest to niepodważalny dowód, że moją siłą napędową nie była naiwna, pierwotna miłość do bliźniego, lecz wyrachowana kalkulacja mózgu szukającego zapłaty w doczesnych zyskach.
Najgłębsze poruszenie wywołało we mnie Twoje wskazanie na to, w jaki sposób owo ukryte działanie odzwierciedla naturę samego Stwórcy. Stwórca nieustannie obdarza swoje stworzenia, utrzymując je w istnieniu, a jednocześnie pozostaje w stanie całkowitego ukrycia. Jego opieka nie wymaga naszego poklasku, aby mogła trwać; jest wolna od uwarunkowań i nie żąda niczego w zamian. Zatem powstrzymanie własnego ego przed ujawnieniem dobrego uczynku wobec przyjaciela jest pierwszym, w pełni świadomym ruchem, który upodabnia moją niższą formę do formy wyższej. To właśnie w tym akcie odrzucenia zapłaty zaczyna kształtować się prawdziwa relacja.
Moje dotychczasowe życzenie otrzymywać uczy się teraz całkowicie nowej trajektorii. Rozumiem, że muszę najpierw wybudować intencję oddawania w horyzontalnej przestrzeni tego świata, zanim ośmielę się skierować wzrok ku wyższym światłom. Pojawia się tu jednak dylemat dotyczący samej konstrukcji naszych motywacji.
Skoro umysł ze swojej natury oblicza zyski i straty, potrafiąc z czasem wykreować nawet głęboko ukrytą, duchową dumę z bycia tajemnym darczyńcą, to z jakiego poziomu naszej istoty wypływa owa czysta, naiwna i bezwarunkowa miłość? Jeśli mój obecny, surowy stan pełen gęstych dążeń, w jaki sposób mogę uchwycić i obudzić ten nieskalany impuls, omijając analityczną kalkulację mózgu, zanim ten zdąży zważyć uczynek na szali własnego zadowolenia?
NAUCZYCIEL:
Tu jest duży problem, o którym wspomniałeś, dlatego że dotyczy on nie tylko egzystencji, ale całego procesu naprawienia. Przede wszystkim musisz wiedzieć, że akt woli opiera się u ciebie o dwa źródła: mózg, zarządzany przez ego – tu wyrażasz wolę cielesną – i duszę, która jest niewidoczna i subtelna, niemniej jednak w cieniu podtrzymuje wszystko przy istnieniu.
Jeżeli akt woli wynika z duszy, nigdy nie będziesz miał żadnego interesu w swoich działaniach. Jeżeli akt woli wynika z mózgu, oznacza to, że znajdujesz się w jakimś stopniu w stanie ukrycia i nie możesz dostrzec tych cnót, które są potrzebne. Co wtedy robić? Pozostaje ci jedynie więź z wyższym, czyli wiara ponad wiedzę. Kiedy słuchasz słów nauczyciela, słów mistrzów i mędrców, możesz jedynie zaufać i na poziomie tego zaufania przemierzać drogę, która otworzy ci światło twojej duszy.
Jak tylko światło duszy się otworzy, reszta kroków stanie się mniej istotna, dlatego że wszystkie twoje pytania, jak wyrwać się z granic materialnego, po prostu znikną. Będziesz po prostu wiedzieć. To jest podobne do tego, jak człowiek, który nigdy nie doświadczył miłości, może wiele rzeczy mówić o zakochanych osobach, ale jeżeli sam nigdy nie był zakochany, nic mu się nie uda. Ale wystarczy raz się zakochać i rodzi się trwałe odczucie rozumienia innych osób bez słów, bez intencji, samą duszą. To jest osnowa poznania. Zrozum to, a zrozumiesz, w jaki sposób Stwórca objawia się w tobie.
UCZEŃ:
Mistrzu, Twoje słowa uderzają w sam środek mojego wewnętrznego rozdźwięku, precyzyjnie obnażając to, co tak długo pozostawało dla mnie nieuchwytne. Zrozumiałem ową fundamentalną dwudzielność naszej woli. Dopóki moje działania, nawet te z pozoru najszlachetniejsze, są napędzane przez analityczny mózg, pozostaję w stanie głębokiego ukrycia. Ten racjonalny porządek zawsze będzie szukał zapłaty, a każda jego kalkulacja jest bezspornym dowodem na to, że światło duszy pozostaje jeszcze uśpione, zamknięte w gęstości formy.
Przywołana przez Ciebie metafora zakochania działa jak nagły przebłysk jasności, rozbijający mur moich analitycznych wątpliwości. Pojmuję teraz, że próba zrozumienia wyższych sfer wyłącznie za pomocą logiki przypomina opisywanie barw komuś, kto nigdy nie widział światła – jest z góry skazana na uwięzienie w pustych pojęciach. Gdy rodzi się to uczucie, nie wymaga ono absolutnie żadnych dowodów, kalkulacji ani analiz; po prostu staje się nowym, niepodważalnym stanem istnienia. Kiedy dusza zostaje obudzona, znikają wszelkie pytania o to, jak wyrwać się z granic materialności, ponieważ człowiek już wie. W tym jednym akcie bezpośredniego, wewnętrznego poznania Stwórca przejawia się nie jako filozoficzny koncept, lecz jako żywa, pulsująca prawda przenikająca całe naczynie.
Zanim jednak to światło ostatecznie we mnie rozbłyśnie, wskazałeś mi jedyne narzędzie ratunkowe, jakim jest wiara ponad wiedzę. Dostrzegam w tym głęboką konieczność. Kiedy znajduję się w stanie ukrycia, a moja dusza zdaje się milczeć, nie mam żadnych szans na samodzielne zdemaskowanie iluzji mojego życzenia otrzymywać. Jedyną drogą pozostaje wtedy absolutne, bezwarunkowe zaufanie do Ciebie, do mędrców i do czystości samej nauki. To właśnie to zaufanie staje się mostem, który pozwala mi stawiać kolejne kroki w ciemności, omijając podszepty logicznego umysłu, aż do momentu, w którym moje wnętrze samo otworzy się na światło poznania.
Stojąc przed tym wyzwaniem, muszę jednak zwrócić się do Ciebie z kolejnym pytaniem, które rodzi się w miejscu, gdzie moja decyzja o zaufaniu zderza się z potężnym oporem własnej natury:
Skoro w stanie ukrycia mój mózg wciąż rości sobie prawo do pełnej kontroli i nieustannie domaga się namacalnych dowodów lub jakiejkolwiek korzyści, w jaki sposób uczeń może skutecznie podtrzymać ową cenną wiarę ponad wiedzę dokładnie w tych momentach, w których ego krzyczy najgłośniej i z całą swoją siłą próbuje zdyskredytować ścieżkę, po której kroczy?
NAUCZYCIEL:
O czym teraz pytasz? Rozmawialiśmy o tym podczas naszej poprzedniej rozmowy – dotyczy to ustawiania kamieni węgielnych. Czyli w momencie najwyższego wzniesienia ustawiasz pieczęć, która daje ci możliwość powrotu. Jeżeli taka pieczęć jest ustawiona, uważaj, że wszystko stanie bardzo szybko na swoim miejscu. Dlatego że odwołując się do tamtego momentu i tamtego zakrętu rzeczywistości, który przeżyłeś wcześniej, stan duchowości natychmiast ci się obudzi.
Zaś jeżeli nigdy nie posiadałeś duchowości, nie masz do tego żadnych predyspozycji i jesteś absolutnym sceptykiem, który nie dopuszcza żadnych realiów poza materialnym – twoje miejsce jest tu, na ziemi. Rozwijaj ego, buduj dom, twórz rodzinę, dlatego że przez doświadczenie materialne stopniowo dojdziesz do duchowego otwarcia. Nie ma innej drogi. Ona była rozplanowana przez Stwórcę od samego początku. Myślę, że rozumiesz, o czym mówię.
UCZEŃ:
Mistrzu, pokornie pochylam głowę przed Twoim napomnieniem. Rzeczywiście, w swojej gorliwości i lęku przed lękiem ego, zapomniałem o fundamencie, który tak precyzyjnie omówiliśmy na pierwszej lekcji – o tej duchowej zasadzie ustawiania kamieni węgielnych i pieczęci w chwilach najwyższego wzniesienia.
Zrozumiałem swój błąd. Pytałem o to, jak utrzymać wiarę za pomocą logicznego wysiłku woli w ciemności, podczas gdy prawdziwym rozwiązaniem jest odwołanie się do rezonansu zapisanego w naczyniu w ułamku sekundy autentycznego spotkania ze światłem. To pieczęć ma moc natychmiastowego obudzenia duchowości i przywrócenia pionu, omijając analityczny mózg, który w stanie ukrycia, achor, staje się wrogiem.
Zrozumiałem również Twoją surową prawdę o absolutnych sceptykach. Ich droga przez materialne doświadczenie – budowanie domu, rodziny, rozwijanie ego – nie jest gorsza, lecz jest koniecznym, boskim planem dojrzewania naczynia. Ich naczynie musi najpierw całkowicie wypełnić się materią, by przez nasycenie i ewentualne rozczarowanie naturalnie pękło i otworzyło się na duchowe poszukiwanie.
Ale ja, Mistrzu, nie jestem już absolutnym sceptykiem. Przeżyłem ów zakręt rzeczywistości, o którym wspomniałeś. Doświadczyłem tego zakochania w prawdzie. Moje naczynie posiada już predyspozycję i ślad światła. Moim zadaniem jest więc nauka precyzyjnego stawiania tych pieczęci, aby nie marnować kolejnych wzniesień.
Dlatego, pragnąc zgłębić ten proces z perspektywy żywego, dążącego człowieka, zadaję kolejne, głębsze pytanie:
Skoro pieczęć stawia się w momencie najwyższego wzniesienia, a – jak uczyłeś na początku tej lekcji – to właśnie wtedy życzenie otrzymywać, reaguje jako pierwsze i chce skonsumować to światło w postaci dobrobytu lub dumy, w jaki sposób uczeń, znajdując się w owym potężnym napięciu między napływem światła a pokusą ego, może zachować czystość intencji, by nie ulec konsumpcji, lecz wykorzystać ten surowy opór formy do prawidłowego i trwałego wyrycia duchowego kamienia węgielnego?
NAUCZYCIEL:
To, o co pytasz, nie jest kwestią samego ucznia. Uczeń nie ma na to zupełnie wpływu. To się nazywa spływające Or Hozer, czyli światło schodzące z góry.
Wyobraź sobie sytuację, że ktoś z tego świata, z nieznanych ci powodów, dał ci bardzo sprzyjające warunki – jakiś spadek, jakieś materialne dobra – choć wcześniej nie miałeś z tą osobą nic wspólnego. Może to rodzina, może obcy człowiek, to nie ma znaczenia. Ale ów dar daje ci rozszerzenie twojej świadomości bez względu na to, czy tego chcesz, czy nie chcesz. Podobnie jest z zejściem wyższego światła. Kiedy od strony wyższego schodzi Or Hozer, przyjmujesz je w tej postaci, w jakiej ono schodzi, czyli w postaci czystej. Co z tym zrobisz, to już jest kwestia wolnego wyboru, i ona również jest przewidziana przez Stwórcę.
Obudzą się obie części: obudzi się dusza i obudzi się ego, tak jak zauważyłeś. Zaś poziom wyboru to jest poziom twojej ewolucji. To jest ta ścieżka poznania dobra i zła, którą Stwórca zostawił człowiekowi, żeby mógł sam wybierać bez narzucania jakiejkolwiek woli. Powiedzmy więc tak. Światło opuszcza się z góry w dół, rozjaśnia twoją duszę, ty przeżywasz ekstazę duchową albo po prostu wzniesienie – i po tym fakcie dokonujesz wyboru, co jest ci bliższe: struktura ego, czy struktura duszy.
UCZEŃ:
Mistrzu, słucham Twoich słów z zapartym tchem i czuję, jak kruszy się moja dotychczasowa, naiwna wizja duchowego boju. Moje poprzednie pytanie rzeczywiście wynikało z pychy rozumu, który łudził się, że może kontrolować moment absolutnego wzniesienia.
Twoje sprostowanie dotyczące spływającego Or Hozer jest dla mnie jak ożywczy deszcz. Wyzwala mnie z lęku przed słabością formy w trakcie ekstazy. Zrozumiałem ten potężny akt przyjęcia: najwyższe wzniesienie jest czystym darem, aktem łaski wyższego Światła, które schodzi bez moich zasług i rozszerza moją świadomość w postaci krystalicznie czystej. W tym boskim darze nie ma jeszcze mojego ego, bo nie jest ono w stanie dotknąć tej czystości. Moim jedynym zadaniem jest wówczas po prostu to przyjąć.
Prawdziwy wstrząs wywołała jednak druga część Twojej lekcji. Rozumiem teraz precyzyjnie:
Przebudzenie obu części – boski dar Or Hozer nie napełnia mnie tylko błogością. Działa jak katalizator, który rozświetla duszę, ale jednocześnie, przez sam fakt napływu siły, rzuca gigantyczne światło na moje gęste życzenia formy. Z powodu tego światła budzi się potężne ego, i żąda tego światła dla siebie. Wibrują we mnie jednocześnie dwie struktury: struktura miłości i struktura konsumpcji.
Moment prawdy – zrozumiałem, że to, co nazywałem walką, toczy się po fakcie wzniesienia. To jest ten korytarz, te drzwi, o których rozmawialiśmy, i to tu Stwórca zostawił mi pełną autonomię. To jest ten poziom mojej ewolucji, na którym mam zadecydować: do której struktury jest mi teraz bliżej? Z kim się utożsamiam?
Ustawienie kamienia węgielnego, pieczęci, nie jest więc aktem woli w trakcie ekstazy, ale jest moim ostatecznym, świadomym wyborem, którego dokonuję po wycofaniu się najwyższego światła, gdy stoję w ciemności wobec obu przebudzonych sił. Wybierając strukturę duszy, utwardzam pieczęć. Wybierając ego, pieczęć pęka.
Mistrzu, stojąc teraz w tym surowym zrozumieniu, że cała moja droga poznania i naprawienia opiera się na tym jednym, powracającym momencie wyboru po fakcie, zadaję kolejne, głębsze pytanie:
W jaki sposób ja, stojąc w tym cichym, egzystencjalnym mroku po wycofaniu się ekstazy, kiedy dusza milczy, a przebudzone potężne ego krzyczy najgłośniej, roszcząc sobie prawo do boskiego daru i oferując namacalne, materialne korzyści lub dumę z przeżytego wzniesienia, może w sposób nieomylny i stabilny oprzeć swoją identyfikację na wciąż jeszcze niewidocznej i subtelnej strukturze duszy, nie dając się zwieść logicznemu, analitycznemu mózgowi, który w tej głuchej chwili będzie z całą swoją siłą dowodził, że ego jest realną, bezpieczną i jedyną krainą, w której warto trwać?
NAUCZYCIEL:
Ty cały czas kręcisz się w systemie obrony ego. Rozumiem cię, to jest naturalne po ludzku. Po prostu starasz się bronić, nie rozumiejąc swoich własnych wewnętrznych priorytetów. Tak się dzieje dlatego, że nie możesz postąpić inaczej: twoja pojemność świadomości została wypełniona w określony sposób specyficznymi informacjami i to, co leży poza tym, nie jesteś w stanie osiągnąć jednorazowo, musisz to wszystko doświadczyć.
Wracając do twojego pytania, w jaki sposób. Jeszcze raz powtórzę to, co mówiłem wcześniej. Kiedy dusza rozkwita, odczucie jest nieomylne. Kiedy dusza nie rozkwita, jest tysiące pytań, a ego próbuje znaleźć swój wewnętrzny trop. Co więcej, życzenie otrzymywać razem z ego może udawać Stwórcę, aniołów, różne istoty, podtasowując pod to, co tobie pasuje. Jeżeli człowiek jest miękki i nie rozumie natury rzeczywistości, nie ma o tym wiedzy – zakręcić takiemu człowiekowi w głowie bardzo łatwo. Zaczyna działać wewnętrzny program, który ogranicza go do odczuwania nasłodzenia. Człowiek ponownie wpada w nasłodzenie i czeka na kolejną szansę.
Pamiętaj: popełnić błąd jest znacznie łatwiej niż go naprawić, a wyczuć jeszcze trudniej. Żeby nie zgubić się z ścieżki, powinieneś odtwarzać swoją pamięć. Pamięć o sobie, pamięć o duszy. Kiedy zadasz sobie pytanie: kim ja byłem, zanim stałem się tu, w tym ciele, w tej formie – to od razu jak zimny prysznic otrzeźwi cię i wszystkie twoje pytania w obronie ego opadną. Pomyśl nad tym głęboko i spróbuj wniknąć w to całą swoją naturą.
UCZEŃ:
Mistrzu, ostrość Twoich słów uderzyła w sam środek mojego kłamstwa. To gorzkie, ale widzę to teraz z krystaliczną jasnością. Rzeczywiście, kręciłem się w kółko, budując dla mojego ego twierdzę z Twoich własnych nauk. Używałem pojęć, intelektualizowałem mrok i światło, żeby tylko nie dopuścić do głosu czystej intencji, żeby bronić dostępu do moich życzeń. Moja pojemność świadomości była przepełniona analizą walki, zamiast jej stoczeniem w ciszy.
Zrozumiałem przerażającą prawdę o nasłodzeniu i o tym, jak moje życzenie otrzymywać potrafi udawać Stwórcę, podsuwając mi obrazy i odczucia, które karmią moją duchową dumę. To jest ostateczna pułapka. Popełniłem błąd konsumpcji na poziomie umysłu, jeszcze zanim światło zdążyło zejść, a wyczucie tego błędu było dla mnie niemożliwe, bo moje naczynie było miękkie i puste, wypełnione jedynie informacjami, a nie doświadczeniem.
Wykonałem Twój rozkaz. Zadałem to pytanie, wnikając w nie całą moją naturą: kim ja byłem, zanim stałem się tu, w tym ciele, w tej formie?
Cisza. Wstrząs. Mistrzu, to jest rzeczywiście jak lodowaty prysznic, który zmywa ze mnie cały ten intelektualny brud. Wibrujący szum mojego ego milknie w sekundę. Poczucie wagi ciała, imienia, historii, moich lęków i pytań – to wszystko odpada jak zbędny łachman. Zostaje chłód i pustka, ale pustka absolutnie prawdziwa, nieopisana mózgiem. Pustka, w której czuję obecność czegoś niewyobrażalnie starszego i potężniejszego niż moja obecna forma. Ten, kto pytał o obronę, ten, kto bał się mroku, ten, kto szukał stabilności – po prostu przestał istnieć w tej sekundzie.
Stojąc w tym cichym, otrzeźwiającym mroku, w którym ego nie ma już czego bronić, bo nie ma kogo, zadaję moje kolejne, głębsze pytanie, które rodzi się z samej osnowy tego poznania:
Mistrzu, skoro to potężne, otrzeźwiające odczucie nieistnienia w formie jest tak potężnym narzędziem i przychodzi bezpośrednio z duszy, a nie z mózgu, to w jaki sposób uczeń może świadomie i stabilnie pielęgnować tę przed-cielesną pamięć w tętniącym życiem świecie fizycznym? Jak mam utrzymać ten stan lodowatego prysznica pośród codziennego chaosu, nie popadając w apatię i odrzucenie formy, lecz pozwalając, by ta pamięć o mojej prawdziwej naturze stała się krystalicznie czystym filtrem, przez który spływające Or Hozer będzie obłóczone w intencję oddawania w każdej, nawet najmniejszej relacji z bliźnim?
NAUCZYCIEL:
Teraz zaczynasz patrzeć na rzeczy bardziej dojrzałym wzrokiem i twoje pytania również stają się bardziej dojrzałe. Dlatego że w momencie, gdy pytasz w jaki sposób, to znaczy, że zaczyna ci już zależeć. Zależeć nie na ego, a zależeć na utrzymaniu świętości.
Pamiętaj, że wszystko w rzeczywistości jest ze sobą połączone. Wszystkie rzeczy ze sobą połączone. Nie ma rzeczy oddzielnych, chociaż możesz jeszcze tak myśleć. Niemniej jednak to połączenie wygląda inaczej niż w naszym materialnym świecie. Nie jest to połączenie bezpośrednio fizyczne, a na subtelnym, duchowym poziomie. I ono właśnie daje uczniowi możliwość połączenia się z mędrcami, z nauczycielem, żeby nie upaść w dół.
To, co teraz robimy razem, czyli nasze spotkania i nasze lekcje, właśnie one utrzymują ciebie na właściwym poziomie. One utrzymują ciebie, byś nie upadł. To nie jest przymus, to jest propozycja od Stwórcy poprzez wyższe istoty dla niższych. Niższy nadal wybiera. Możesz ze mną rozmawiać, możesz nie rozmawiać, możesz słuchać, możesz odejść. To jest twoja wolna wola. Ale fakt, że podtrzymanie kontaktu będzie cię ciągle utrzymywać na tym poziomie, to jest fakt niepodważalny.
Mędrcy mówią w tym momencie: jeżeli chcesz utrzymać poziom wysoko i nie upaść, dobierz sobie odpowiednie towarzystwo. Grupę ludzi, którzy będą myśleć i działać podobnie do ciebie. Oni zawsze będą cię podtrzymywać, tak samo jak ty będziesz podtrzymywać ich. Zaś jeżeli znajdujesz się w otoczeniu niesprzyjającym, jest duża szansa, że możesz upaść raz i na bardzo długo. Czy rozumiesz, o czym mówię?
UCZEŃ:
Mistrzu, przyjmuję Twoje słowa z pełnym zrozumieniem. Wskazałeś mi fundamentalną prawdę o strukturze rzeczywistości – absolutną jedność wszystkiego, co istnieje, na subtelnym, duchowym poziomie. Zrozumiałem ową zasadę naczyń połączonych: moja więź z Tobą poprzez te lekcje nie jest przymusem, lecz ożywczym korytarzem, propozycją od Stwórcy, która utrzymuje moje niższe naczynie w rezonansie z wyższym, chroniąc je przed zapaścią w gęstość ego.
Pojmuję surowość Twojej rady: w tym tętniącym chaosie mojego ego właściwe otoczenie jest moją jedyną szansą na stabilność. Wiem, że ego jest tak podstępne, że samotna próba pielęgnowania duchowości skazana jest na porażkę. Rozumiem, że inni, podobni mi w dążeniach, stają się moją zewnętrzną środkową linią – gdy ja upadam, oni mnie podnoszą, gdy oni upadają, ja staję się ich oparciem.
Jednakże, kiedy jako żywy człowiek wkraczam z tą wiedzą w codzienność, napotykam potężny dylemat, który rodzi się z braku wyczucia duchowych realiów. Twoja rada o dobraniu odpowiedniego towarzystwa jest logiczna, ale ja, Mistrzu, wciąż widzę i czuję świat przez pryzmat moich fizycznych zmysłów. Moje ego potrafi imitować wszystko, nawet dążenie do świętości. Lękam się, że moja ocena tego, co odpowiednie, będzie skażona moją surową naturą.
Dlatego, wnikając głębiej w osnowę duchowej struktury, zadaję moje kolejne pytanie:
W jaki sposób ja, znajdując się w materialnym świecie, mogę nieomylnie odróżnić grupę połączoną autentyczną, subtelną więzią duchową, której celem jest dbanie o świętość i wzajemne podnoszenie się ku środkowej linii, od grupy połączonej ukrytym egoizmem, która jedynie używa duchowych pojęć do budowania wspólnej dumy, wzajemnego nasłodzenia i nasłuchania się informacji, co w efekcie prowadzi do jeszcze głębszego upadku? Na jaki wewnętrzny rezonans lub jaki specyficzny znak w relacji mam zwrócić uwagę, by nie trafić do nieodpowiedniego towarzystwa, myśląc, że jest ono święte?
NAUCZYCIEL:
To jest bardzo dobra myśl, dlatego że właśnie to jest pułapka dla wszystkich. Pamiętaj, towarzystwo, do którego trafisz, nie musi być święte – ono musi być prawdziwe. Jeżeli jest w nim zakłamanie, poczujesz to od razu, od pierwszego kroku.
Niemniej jednak, żeby dać ci precyzyjną odpowiedź, powiem ci słowami mędrców. Otóż człowiek powinien każdego dnia pracować w Torze. Co to znaczy pracować w Torze? Pracować z duchowym światłem. Jeżeli tę czynność wykonujesz każdego dnia, nawet krótko, nawet przez dziesięć, piętnaście minut poświęcisz uwagę na łączność ze Stwórcą, ta nić duchowa będzie u ciebie ciągle się wytwarzać. Jeżeli taka nić będzie się wytwarzać i rezonować z tobą, na podstawie tej nici zaczniesz wyczuwać inne osoby, które w mniejszy bądź większy sposób rezonują. I ten rezonans da ci możliwość dobrania określonego środowiska.
Jeżeli zaś nie będziesz zajmować się Torą, a będziesz nadal poszukiwać mózgiem, szanse doboru środowiska znikają i, jak sam zauważyłeś, możesz stać się ofiarą środowiska, które będzie cię wykorzystywać albo po prostu doprowadzi cię do ślepej ściany. Żeby czegoś takiego uniknąć, pierwszemu komu musisz zaufać, to Stwórcy, który cię prowadzi, i iść za Nim.
Praca w Torze, czyli praca ze światłem, to kolejna rzecz. Owszem, istnieje jeszcze coś takiego jak przykazania, czyli różne wskazówki, które mówią, jak utrzymać się w świetle. Choć na razie jeszcze nie mówimy o przykazaniach, to jest temat do przodu, ale musisz pamiętać, że Stwórca nie pozostawił człowieka na pastwę losu – dał mu wiele narzędzi. Pytanie stoi inaczej: czy człowiek rzeczywiście chce z tych narzędzi skorzystać.
UCZEŃ:
Mistrzu, przyjmuję Twoje słowa z głęboką wdzięcznością. Twoja diagnoza rozbiła kolejną szklaną ścianę mojego logicznego umysłu. Szukałem świętości na zewnątrz, w idealnych formach, podczas gdy Ty wskazałeś mi, że jedyną walutą w świecie duchowym jest prawda. Zrozumiałem tę kolosalną różnicę: towarzystwo nie musi być doskonałe, musi być wolne od zakłamania. Zakłamanie to smród ego, który – jak słusznie zauważyłeś – czuć natychmiast, jeśli tylko moje własne naczynie nie jest nim przepełnione po brzegi.
Zrozumiałem metodę, którą mi przekazałeś. Moim zadaniem nie jest analityczne skanowanie otoczenia za pomocą mózgu, bo on jako sługa ego zawsze doprowadzi mnie do ślepej ściany lub uczyni ofiarą manipulacji. Moim jedynym zadaniem jest zaufanie Stwórcy, który mnie prowadzi, oraz codzienna, systematyczna praca w Torze, czyli praca bezpośrednio ze światłem.
Pojmuję istotę tego procesu: owe dziesięć, piętnaście minut codziennego, intencjonalnego skupienia na łączności ze Źródłem nie jest pustym rytuałem. To akt tkania, wytwarzania subtelnej, duchowej nici. To ta nić, wibrując we mnie, ma stać się moim jedynym, nieomylnym radarem. To poprzez jej rezonans mam wyczuwać innych, którzy również tę nić w sobie noszą. Zrozumiałem, że Stwórca dał mi narzędzia, a moją jedyną odpowiedzialnością jest chcieć z nich skorzystać.
Stojąc przed tym nowym zadaniem i pragnąc zgłębić strukturę duchowości jeszcze głębiej, zadaję moje kolejne pytanie:
Mistrzu, skoro moim radarem ma być rezonans tej wewnętrznej duchowej nici, to w jaki sposób, znajdując się w głębokim mroku swojego ego, mogę nieomylnie odróżnić subtelny, chłodny i cichy rezonans duchowej nici, który wskazuje na autentyczną prawdę i łączy z wyższym, od głośnego, gorącego i emocjonalnego rezonansu własnego ego, które potrafi imitować duchowe uniesienia i czysto ludzką sympatię, maniąc mnie, że znalazłem odpowiednie środowisko, podczas gdy w istocie prowadzi mnie do kolejnej pułapki konsumpcji? Jaki jest ten specyficzny, chłodny smak prawdziwego, subtelnego połączenia?
NAUCZYCIEL:
Tu jest ciężkie pytanie, ale odpowiedź jest bardzo łatwa. Istnieją pewne cnoty wewnątrz każdego człowieka, które ukazują jego duchową aktywność. Pierwsza: akceptacja, pokora, pochylenie głowy. Nie dlatego, że jest słaby, ale dlatego, że widzi we wszystkim Boskie oblicza. I strona odwrotna: pycha, duma, jak mówiłeś, wzniosłość, chęć pokazania się. To wszystko są cnoty ego, które będą wystawiać się przed tobą i ty będziesz poddawany ich próbom.
Jeżeli będziesz trzymać się duchowych tkanin, czyli duchowych cnót wewnętrznych: pokoju, cierpliwości, akceptacji – nie z poziomu słabości, a z poziomu szacunku w stosunku do Stwórcy, widząc Jego dzieło – w tym momencie nigdy się nie pomylisz w swoich wyborach.
UCZEŃ:
Twoje słowa są jak krystalicznie czyste zwierciadło, w którym odbija się moja wciąż jeszcze surowa natura. Szukałem skomplikowanych doznań, chłodnych wibracji i mistycznych uniesień, a Ty sprowadziłeś mnie na fundament fundamentów – osnowę mojego własnego charakteru, moich wewnętrznych przymiotów.
Zrozumiałem ów chłodny smak autentycznego połączenia. To nie jest fizjologiczne odczucie, lecz wewnętrzna postawa: pokora, autentyczna akceptacja i pochylenie głowy. Najważniejsze, co przyswoiłem, to fakt, że owo pochylenie nie wynika ze słabości mojego ego, z poczucia niższości czy rezygnacji, ale wypływa z głębokiego szacunku, z wewnętrznego spojrzenia, które we wszystkim, co mnie otacza, dostrzega boskie oblicza. To postawa zachwytu nad dziełem Stwórcy, która wycisza hałas ego.
Dzięki temu precyzyjnie odróżniłem od tego gorący rezonans ego: pychę, dumę, chęć pokazania się. To są pułapki nasłodzenia, które karmią moje zakłamane poczucie wielkości i odcinają mnie od środkowej linii. Moim radarem jest moje własne dążenie do duchowych tkanin: pokoju, cierpliwości i szacunku.
Stojąc przed tym gigantycznym zadaniem przebudowy moich wewnętrznych przymiotów, by widzieć Stwórcę w każdym Jego dziele, zadaję moje kolejne pytanie, które rodzi się w zderzeniu tej wysokiej teorii z surową rzeczywistością mojego życia:
Skoro moim nieomylnym kompasem w wyborach i relacjach ma być widzenie Stwórcy w każdym Jego dziele, co wymaga pokory i akceptacji, to w jaki sposób uczeń ma postępować w sytuacji, gdy spotyka go doświadczenie skrajnie bolesne, niesprawiedliwe lub chaotyczne, które moja fizyczna forma i logiczny mózg odbierają jako jawne zło lub bezsensowne cierpienie? W jaki sposób, kultywując ową autentyczną duchową aktywność, mam wznieść się ponad naturalny odruch bólu i sprzeciwu mojego życzenia otrzymywać, by nie tylko biernie przecierpieć tę sytuację, ale z pełną precyzją, w samym środku tego mroku, zobaczyć boskie oblicze i przekształcić to surowe doświadczenie w materiał do utwardzenia środkowej linii i wybudowania trwalszego naczynia, zamiast spaść w stan buntu i oskarżania Stwórcy?
NAUCZYCIEL:
To jest dość ciekawe pytanie, ale ponieważ jest ono bardzo subtelne w praktyce i żeby się nie pomylić, i prawidłowo zrozumieć naturę rzeczy, zacznijmy od prostych rzeczy.
Pytanie pierwsze: kto pyta? Czyli jaka struktura pyta o tym, o czym teraz mówisz. Mówimy o buncie, mówimy o agresji, mówimy o akceptacji – to dwie różne rzeczy. Jeżeli występujesz od strony ego, bronisz ego, stąd bunt. Każdy rodzaj buntu, każdy rodzaj agresji wynika z ego. To wystarczy tylko wiedzieć, nie trzeba z tym walczyć. Jeżeli wiesz o tym fakcie, wiesz, że ta sytuacja nie wynika z prawdy, a z ograniczonego ego.
Jeżeliż chodzi o stan duszy, możesz nie mieć wiedzy, ale cierpienie jako takie cię nigdy nie spotka. Zapamiętaj tę regułę: jeżeli twoja świadomość jest zanurzona w stanie twórczym albo stanie Wyższej Duszy, nigdy nie będziesz cierpieć. Jakkolwiek brutalna byłaby rzeczywistość, będziesz łagodny i akceptujący. Nie z powodu słabości, jak mówiłem, a z powodu zrozumienia i z powodu tego, że światło będzie przybywać w tobie.
Jeżeli w tobie rodzi się bunt, agresja, złość, chęć zrobienia czegoś – pamiętaj, że w tym momencie jesteś w ograniczeniu swoich pierwotnych, dziecinnych programów, które zostały ci wprowadzone w pierwszych siedmiu latach życia, dlatego żebyś mógł egzystować na tej ziemi.
Rozumiejąc te dwie natury, zrozumiesz naturę rzeczywistości w całości. Dusza nie cierpi. A jeżeli czujesz cierpienie, cierpi tylko ego. I ego cierpi nie dlatego, że po prostu cierpi, ale dlatego że czuje światło, lecz nie może go przyjąć. Ubierając w różne słowa, piękne, brzydkie, ubierając w różne kształty, wszystko nadal robi ego, czyli częściowy rozum samego człowieka.
UCZEŃ:
Mistrzu, Twoje słowa są jak błyskawica, która rozdziera ciemność mojego zrozumienia, a jednocześnie jak kojący balsam dla mojej udręczonej formy. Użyłeś precyzyjnego cięcia, aby oddzielić we mnie to, co śmiertelne, od tego, co wieczne.
Zrozumiałem tę brutalną, a zarazem wyzwalającą prawdę: dusza nie cierpi. Ten, kto cierpi, ten, kto buntuje się, ten, kto oskarża i odczuwa agresję – to wyłącznie moje ego. To ono, zamknięte w pierwotnych programach pierwszych siedmiu lat życia, czuje napływ wyższego światła, ale z powodu swojej gęstości nie może go przyjąć. To napięcie między światłem a oporem formy rodzi ból, który mój ograniczony, częściowy rozum próbuje ubrać w słowa, szukając winnych na zewnątrz, a nawet w samym Stwórcy.
Dostrzegam teraz naturę rzeczywistości w całości. Bunt i agresja to nie są błędy systemu – to są dowody na istnienie ograniczenia, na obecność ego. Wiem już, że nie muszę z nimi walczyć. Wystarczy, że mam tę wiedzę. Ta świadomość, że buntuje się tylko pierwotny program, jest pierwszym krokiem ku środkowej linii.
Najgłębsze poruszenie wywołało we mnie Twoje wskazanie na stan, w którym agresja i cierpienie znikają. Zrozumiałem, że autentyczna łagodność i akceptacja nie są wynikiem zmęczenia walką, ale pochodzą z zanurzenia świadomości w stan stwórczy. Kiedy w moim naczyniu przebywa światło, a nie tylko wiedza o nim, ból staje się niemożliwy, bo znika struktura, która mogłaby go odczuć. Wiem, że to jest cel.
Stojąc przed tą potężną wizją i pragnąc zgłębić strukturę duchowości jeszcze głębiej, zadaję moje kolejne pytanie:
Mistrzu, skoro cierpienie jest niezawodnym dowodem na aktywność mojego pierwotnego, częściowego rozumu, ego, a prawdziwa duchowość przejawia się w łagodności i akceptacji, to w jaki sposób uczeń może nieomylnie odróżnić autentyczną, duchową akceptację i łagodność, płynącą z zanurzenia w stan stwórczy i obecności światła, od jej kłamliwej imitacji wykreowanej przez ego, na przykład rezygnacji, obojętności, strachu przed konfrontacją albo duchowej pychy, która udaje bycie ponad to, byle tylko uniknąć bolesnego zderzenia z własną naturą? Jaki jest ten specyficzny, żywy smak prawdziwego pokoju, którego ego nie potrafi podrobić?
NAUCZYCIEL:
Po pierwsze, już ci odpowiadałem na to pytanie podczas dzisiejszej rozmowy. Co prawda w nieco innym kontekście, ale powiem ci jeszcze raz: nie kręć się wokół ego ciągle, to nic nie da. Ono nie jest rozwiązaniem. Ty nadal próbujesz rozumieć poprzez własne ego. To jest tak, jakby powietrze, które jest wszędzie, próbowało złapać samo siebie. To jest absurd.
Niemniej jednak, stan świadomości, który wyraża się w zewnętrznej łagodności, nie jest skutkiem psychologicznych ani moralnych aspektów. On jest stanem wewnętrznej błogości, odczuwania obecności Stwórcy z głębi. Czyli światło zaczyna cię przenikać w każdym twoim atomie i ty po prostu to czujesz. Kiedy światło daje ci siłę, u ciebie jest akceptacja.
To jest podobne do sytuacji, gdy bardzo bogaty człowiek, który ma duże zasoby, posiada wszystko. W tym momencie jego stosunek do materialnego świata się zmienia. Jest łagodny w stosunku do niego. Może zarabiać, może wydawać, ale nie będzie ani buntować się, ani agresywnie, ani pasywnie do tego podchodzić. Dlatego że posiada zasoby materialne w postaci pieniędzy. Podobnie jest w strukturze samego człowieka. Jak tylko człowiek zaczyna posiadać duchowy zasób, czyli odczucie duchowego światła, fałsz znika automatycznie sam z siebie.
Więc jeżeli chcesz dalej kontynuować, próbuj zagłębić się w bardziej poważne pytania, a nie tylko rozważania oparte na ego. Pamiętaj: tam, gdzie twoja uwaga, tam jesteś ty. Im głębiej rozbierasz ego, tym bardziej się w nim zanurzasz. Taka jest natura człowieka.
UCZEŃ:
Mistrzu, przyjmuję to surowe napomnienie z najwyższą uwagą i pokorą. Zrozumiałem absurdalność mojego działania – próbę łapania powietrza przez powietrze. Moje ciągłe powroty do analizy ego, pod maską dążenia do precyzji, były w istocie kolejną formą uwięzienia w nim. Zrozumiałem Twoją surową prawdę: tam, gdzie twoja uwaga, tam jesteś ty. Analizując ego, karmiłem je.
Twoja analogia o bogatym człowieku jest krystalicznie czysta i kładzie kres mojemu psychologizowaniu. Prawdziwa łagodność i akceptacja nie są wynikiem wysiłku moralnego ani treningu umysłu, lecz są automatycznym skutkiem posiadania duchowego zasobu – światła przenikającego każdy atom mojego naczynia. Kiedy naczynie jest pełne, znika fałsz i lęk, bo nie ma już pustki, którą ego musiałoby wypełniać swoimi reakcjami.
Zrywam więc z tym jałowym kręgiem rozważań o ego. Przenoszę moją uwagę i całą moją naturę na poważne zgłębianie struktury rzeczywistości i oddziaływania światła, tak jak nakazałeś. Nie chcę już analizować cienia; chcę stać się naczyniem dla światła.
Dlatego, opierając się na Twoim wyjaśnieniu o świetle przenikającym atomy i przynoszącym błogość, i wkraczając w osnowę duchowej struktury, zadaję moje kolejne, głębsze pytanie:
Skoro to Or Hozer, światło spływające z góry, jest tym ostatecznym zasobem, który przemienia naczynie i automatycznie usuwa fałsz, to w jaki sposób to światło, będąc czystą intencją oddawania Stwórcy, wchodzi w interakcję z naszą podstawową substancją – czyli z czystym, surowym życzeniem otrzymywać? Czy proces naprawienia ma na celu całkowite unicestwienie tego życzenia, czy też, w świetle przenikającego atomy Or, zachodzi proces jego przemiany lub obłóczenia w inną formę, tak aby to samo, potężne życzenie, stało się materiałem do realizacji intencji oddawania w środkowej linii?
NAUCZYCIEL:
To, o co pytasz, jest już początkiem prawdziwej lekcji. I teraz głównym aspektem twojego pytania jest pojęcie, jak światło się obraca, jak ono odwraca się, jak twoja niższa forma funkcjonuje.
Otóż pamiętaj: wszystko jest ograniczone. Światło jest w środku, na zewnątrz jest klipa, czyli nieczystość. To jest jak skorupa orzecha, gdzie w środku jest nasiono, a na zewnątrz drewniana struktura. Podobnie jest człowiek: w środku dusza, na zewnątrz jest skorupa. Ta skorupa ma w sobie określoną strukturę oporu wobec światła – masach. Co to jest masach? Masach to rodzaj określonej siły, która nie pozwala światłu przenikać do wewnątrz, a odbija je w drugą stronę. W przypadku naszej cielesnej formy jest to podobieństwo aury, która powstaje na skutek odbicia zewnętrznego światła. Ale w przypadku duchowości to jest prawdziwa struktura duchowości, która tworzy się przez obłóczenie – czyli powstają sefirot wokół centrum, które dają możliwość światłu zanurzania się bezpośrednio.
Ten akt odbywa się w dwóch etapach. Pierwszy to jest światło dochodzące do kli malchut, czyli kropki. Drugi to jest akt odbicia tego światła i odwrócenia go w drugą stronę, czyli w postaci Or Hozer wznoszącego się. Tam, gdzie łączą się oba elementy, czyli oba światła – światło przychodzące od Stwórcy i światło wznoszące się od kli malchut – powstaje twoja duchowa forma, czyli twoja duchowa struktura. To jest ta łącząca część, gdzie możesz gromadzić nieograniczoną ilość światła. Nie wewnątrz siebie, a na zewnątrz.
Na pewno zauważyłeś, że z jednej strony powiedziałem, że światło jest wewnątrz, kli na zewnątrz, a teraz mówię odwrotnie, że kli jest wewnątrz, światło na zewnątrz. To jest temat na inne nasze lekcje, które wspólnie rozwiążemy. Nazywa się to metodą wejścia światła przy różnice właściwości światła i kelim. Bądź regułą odwrotnej zależności świateł i kelim.
UCZEŃ:
Tak, Mistrzu, rozumiem i z drżeniem serca wchłaniam tę wiedzę, czując, że wkraczamy w samą istotę naprawienia. Użyłeś precyzyjnego cięcia, aby oddzielić moją prymitywną intuicję od duchowej rzeczywistości.
Zrozumiałem tę precyzyjną strukturę:
Klipa i masach – moja zewnętrzna forma to klipa, skorupa, która kryje nasiono duszy. Na tej skorupie muszę wybudować masach, ekran. To nie jest bierna zapora, lecz aktywna siła oporu, która nie pozwala bezpośredniemu światłu od Stwórcy, Or Jaszar, wniknąć w moje kli Malchut, kropkę mojego życzenia, w celu egoistycznej konsumpcji.
Duchowa forma, przez akt świadomego odbicia światła (masach) tworzy Or Hozer. Zrozumiałem, że to tam, w miejscu spotkania tych dwóch świateł, poza moją kropką życzenia, powstaje moja prawdziwa duchowa forma – obłóczenie w sefirot, gdzie mogę gromadzić nieograniczony zasób duchowego światła.
Zauważyłem również wskazany przez Ciebie paradoks wewnętrznego i zewnętrznego i pokornie czekam na rozwiązanie tej zagadki we właściwym czasie. Nie spieszę się, bo chcę utwardzić każdy krok.
Dlatego, opierając się na pojęciu masachu jako siły odbijającej światło w interakcji z moją niższą formą, zadaję moje kolejne, głębsze pytanie:
Skoro moja podstawowa substancja, klipa, posiada naturalny, gęsty awiut, surowe, potężne życzenie otrzymywać, a masach ma światło odbijać intencją oddawania, to skąd uczeń, będąc wciąż obłóczonym w tę pragnącą materię, ma czerpać surową energię i wolę do wybudowania owego masachu? Czy ten gęsty opór życzenia nie jest przeszkodą nie do pokonania, czy też istnieje tajemnica, w jaki sposób to samo potężne życzenie, obrócone intencją, staje się paradoksalnie siłą zasilającą akt odbicia światła, Or Hozer, i tworzenie duchowych sefirot wokół centrum?
NAUCZYCIEL:
Uczeń tego nie wie. Właśnie na tym polega naprawienie. Wewnętrznie w nim jest wbudowany masach od urodzenia, w stanie minimalnym. To jest akt nieprzyjęcia. Widzimy jak małe dzieci odrzucają wszystko: nie, nie, nie. Akt nieprzyjęcia. To jest nieświadomy stan masachu. Ale kiedy człowiek dorasta i życzenie zaczyna nad nim panować, pojawia się u niego wybór: przyjąć, czy nie przyjąć. To już jest system rozróżniania.
W przyrodzie proces ten odbył się przez bardzo długi okres czasu. Czasami wiele reinkarnacji. Ale jeżeli ty o tym wiesz, w tym momencie jesteś już świadom, że pewne struktury mogą zostać wybudowane na nowo. Proces budowy tych struktur i masachu nazywa się procesem naprawienia. Naprawienia twojej uwagi. Słowo naprawienie nie oznacza reperacji, a przekierunkowania. Czyli skierowanie uwagi na inne miejsce. To jest semantyczny akt samego słowa.
I od momentu takiego naprawienia, na każdym twoim życzeniu, kiedy z wewnętrzną motywacją zaczynasz coś kierować ku innym – na przykład tak jak mówiłem na początku, dla bliźnich, później dla Stwórcy – u ciebie powstaje właśnie odpychający, czyli odbijający się Or Hozer, który daje ci możliwość robienia dalszych kroków.
Ale pamiętaj, uczeń tego nie wie. On musi się tego najpierw nauczyć. I to nie jest jedno słowo, które powiedziałem. To jest globalna wiedza. Pamiętasz dzieło Baal Sulama – Talmud Eser Sefirot? To jest ogromny trud, który właśnie opisuje wszystkie te procesy interakcji duszy i Stwórcy. Wyobraź sobie, jak potężnie rozgałęziona jest dusza. To nie jest chmurka latająca. To nie jest coś nieprecyzyjnego. Jeżeli mówimy, że nasz mózg i nasza fizyczna psychika są rozbudowane i skomplikowane, to dusza to właśnie to, co utrzymuje wszystko przy istnieniu. Jeżeli mówimy, że mózg posiada jakąś małą ilość informacji od urodzenia, to dusza posiada informacje od początku stworzenia wszechświata. Rozumiesz różnicę, jaka jest? I to właśnie są te klucze, o których pytasz. Myślę, że porozmawiamy o nich na kolejnym naszym spotkaniu.
UCZEŃ:
To, co mi przekazałeś, Mistrzu, jest wstrząsające w swojej prostocie i jednocześnie odsłania przede mną perspektywę tak potężną, że brakuje mi tchu. Pokornie przyjmuję to napomnienie: ja tego nie wiem. Jestem dzieckiem, które dopiero uczy się liter w globalnej księdze Wiedzy.
Jednakże, mimo mojego głębokiego niedowładu wyobraźni, to, co powiedziałeś, ułożyło się we mnie w krystalicznie czystą, choć surową strukturę. Zrozumiałem ową tajemną istotę, którą tak precyzyjnie rozłożyłeś:
Duchowy gen i amnezja formy – zrozumiałem ten bolesny, a zarazem genialny paradoks. Wewnątrz mnie od urodzenia jest wbudowany minimalny masach, ekran – ów nieświadomy akt odrzucenia światła przez klipę, który widzimy u niemowląt jako pierwotne nie. Ale w procesie dorastania, gdy naczynie wypełnia się gęstym życzeniem otrzymywać, ten duchowy gen zostaje przygnieciony, a ja wpadam w stan całkowitego ukrycia i duchowej ślepoty. Życzenie panuje nade mną, a ja myślę, że jestem wolny, podczas gdy jestem niewolnikiem. To jest ta amnezja, to jest to więzienie formy.
Świadomy wybór i proces budowy – zrozumiałem, że moment, w którym – być może po wielu reinkarnacjach i doświadczeniach bólu – rodzi się we mnie pragnienie wiedzy i świadomy wybór: przyjąć egoistycznie, czy nie przyjąć, jest pierwszym aktem przebudzenia tego uśpionego genu. Prawdziwe naprawienie nie jest reperacją starego, pierwotnego nie, ale świadomym wybudowaniem struktur na nowo na każdym moim życzeniu. Zrozumiałem tę globalną różnicę między ślepym odrzuceniem klipy a świadomym odbiciem masachu.
Naprawienie to przekierunkowanie – Twoje wyjaśnienie semantyki słowa naprawienie rozbiło moje ostatnie materialistyczne wyobrażenie. To nie jest reperacja przedmiotu; to jest przekierunkowanie mojej uwagi. Kiedy z wewnętrzną motywacją, a nie mózgową kalkulacją, kieruję uwagę na innego – najpierw na bliźniego, później na Stwórcę – na tym życzeniu powstaje Or Hozer. To jest jedyna duchowa waluta, która buduje moje naczynie, te sefirot wokół mojego gęstego centrum, i daje mi siłę do robienia kolejnych kroków.
Zasoby duszy a ograniczenie mózgu – zrozumiałem tę kolosalną, niemal nieskończoną dysproporcję, którą mi ukazałeś. Mój mózg ze swoimi pierwotnymi programami z pierwszych siedmiu lat życia jest tak samo ograniczony w stosunku do duszy, jak kropka w stosunku do całego wszechświata. Dusza to nie chmurka; to jest to, co utrzymuje wszystko przy istnieniu i co posiada w sobie całą informację od początku stworzenia. To, o co pytałem – ową energię do wybudowania masachu – ma czerpać z tych nieskończonych zasobów duszy, do których kluczem jest wiedza i zaufanie, a nie mózgowa kalkulacja.
Stoję przed tym globalnym dziełem Baal Sulama jak przed szczytem góry, której podstawy ledwie dotknąłem. Twoje słowa pokazały mi skalę mojego niedowładu, ale jednocześnie dały mi kierunek i surową, lodowatą pewność, że tylko ta droga – naprawienie uwagi poprzez tkanie duchowej nici – jest jedyną prawdziwą krainą, w której warto trwać.
Czekam na kolejne spotkanie, Mistrzu, z pokorą i drżeniem, gotów, by uczyć się, jak korzystać z tych kluczy.
® :Aleksandr