Głos Stworzenia — o potędze słowa i słuchu
· Aleksandr
Wielu z nas spędza życie w głębokim przeświadczeniu, że wypowiadane słowa to jedynie ulotne wibracje powietrza...
Wielu z nas spędza życie w głębokim, niemal hipnotycznym przeświadczeniu, że wypowiadane każdego dnia słowa to jedynie ulotne wibracje powietrza. Traktujemy je jak błahe dźwięki, które znikają bez śladu w momencie wybrzmienia. W rzeczywistości jednak stanowią one najpotężniejszy i najbardziej realny fundament naszej egzystencji. Są precyzyjnym narzędziem, przez które nieustannie, sekunda po sekundzie, powołujemy do życia naszą osobistą i zbiorową rzeczywistość. Z perspektywy głębokiej wiedzy kabalistycznej każde wypowiedziane zdanie, każdy szept, a nawet słowo dopuszczone do intymnej przestrzeni naszych uszu, nie jest tylko techniczną wymianą informacji. To mistyczny i głęboki akt kreacji. Za jego sprawą budujemy niewidzialną, lecz niezwykle trwałą strukturę duchową, która decyduje o naszym ostatecznym losie, stanie zdrowia fizycznego oraz poziomie materialnego i duchowego dobrobytu.
Słowo w swej istocie jest właściwością ukształtowaną na podobieństwo Stwórcy, wpisaną w samą naturę człowieka. To skomplikowana architektura sensu, niosąca w sobie nie tylko dźwięk, ale przede wszystkim żywe obrazy, konkretne oczekiwania i potężny ładunek emocjonalny. Każdy, nawet najkrótszy dźwięk generuje zjawisko określane jako Or Chozer, czyli Światło Powracające. To specyficzne Światło dąży od człowieka na zewnątrz, uderza w granice wyższych światów i odbija się od nich. Powracając, tworzy nasze specyficzne obłóczenia – rodzaj energetycznego ubrania czy duchowej aury. Staje się ona unikalnym mikro-kodowaniem naszej istoty. Decyduje w sposób bezwzględny o tym, jak wyglądamy, jak długo będziemy cieszyć się życiem i jakiego rodzaju zdarzenia przyciągniemy do swojej codzienności za sprawą magnetycznego rezonansu.
Ten nieustanny proces twórczy nie odbywa się jednak w próżni. Wypowiadane słowo znajduje swój lustrzany odpowiednik w procesie słuchania. Z punktu widzenia duchowej anatomii słuchanie jest zjawiskiem znacznie głębszym i brzemiennym w skutki niż tylko bierna rejestracja fal dźwiękowych. To właśnie słuch buduje ukryty plan wszystkich przyszłych wydarzeń, czyli kościec rzeczywistości, która ostatecznie się w nas zamanifestuje. Podczas gdy słowo materializuje dany stan w jego finalnej formie, informacje dopuszczone bezkrytycznie przez bramę uszu stają się planem konstrukcyjnym naszego życia. Jeśli wpuszczamy do swojej świadomości plotki, opowieści o wszechobecnej nędzy, cudzych błędach czy przewlekłych chorobach, nasza podświadomość uznaje te tematy za fundament. Nie zna ona pojęcia żartu czy dystansu, dlatego z mechaniczną precyzją zaczyna stawiać na nich ściany przyszłego doświadczenia. Z tego powodu świadoma higiena zmysłów jest kluczowa i potrafi dosłownie uratować życie.
Należy zrozumieć, że nieświadome plotkowanie nie jest jedynie błahą ludzką słabością. W rzeczywistości to wynik wyrafinowanej manipulacji przez niższe siły duchowe. Prowokując nas do negatywnej, niszczącej mowy, pasożytują one na naszym wnętrzu. Wyciągają z nas najcenniejszą życiową siłę i marnotrawią duchowy potencjał, pozostawiając nas w stanie głębokiego wyczerpania i rozstrojenia. Stan wewnętrznego chaosu znajduje natychmiastowe, często bolesne odzwierciedlenie w naszym ciele fizycznym. Będąc ostatecznym odbiorcą wszystkich duchowych impulsów, ciało posiada genialny, lecz surowy system obronny. Reaguje na niskie wibracje mowy poprzez gwałtowne skurcze żołądka, krtani czy splotu słonecznego. W dłuższej perspektywie, przy chronicznym powtarzaniu błędów komunikacyjnych, prowadzi to do realnych chorób wątroby, serca i innych kluczowych organów. Odmawiają one posłuszeństwa pod nieznośnym ciężarem toksycznej energii pustych słów.
Aby odwrócić proces postępującej degradacji, konieczne jest podjęcie trudu radykalnego przeprogramowania umysłu. Zaczyna się to od subtelnej, lecz fundamentalnej zmiany wewnętrznego spostrzegania. Każda rozmowa ma swój metafizyczny korzeń w pierwszych zdaniach, które padają z naszych ust. Jeśli zdołamy nadać im szlachetny ton, pełen życzliwości i autentycznego Światła, cała dalsza interakcja wzniesie się na wyższy poziom wibracyjny. Skutecznie ochroni to nasze pole energetyczne przed upadkiem w mroczne otchłanie plotki.
Głębokie zrozumienie tych procesów prowadzi do wiedzy o naczyniach percepcji, znanych pod nazwą AHa’P. Składają się na nie Ozen, Hotem i Pe. W swej jedności stanowią precyzyjny system, który łączy nieskończone Wyższe Światło z naszym ciałem fizycznym, czyli Guf. Czyni to z nas żywe instrumenty, zdolne do odbierania i nadawania na wybranej częstotliwości. Poprzez ucho, czyli Ozen, programujemy podstawowy tryb naszego istnienia. Decydujemy w ten sposób, czy umysł będzie pracował w paradygmacie obfitości, czy też braku i lęku. Z kolei przez usta, czyli Pe, manifestujemy ten wybór w świecie zewnętrznym. Oznacza to, że poprzez niepoprawne lub chaotyczne wykorzystanie mowy i słuchu dokonujemy powolnej, systematycznej deformacji własnego ciała. Komórka po komórce sprowadzamy swój los na tory nieustannego braku i nieuzasadnionego cierpienia.
Jeśli jednak w głębi serca zapragniemy autentycznego dobrobytu – który nie jest jedynie chwilowym stanem posiadania, lecz trwałą cechą egzystencji – musimy z najwyższą dyscypliną nastroić instrumenty AHa’P na wysokie częstotliwości świata Acilut. Wymaga to przejęcia pełnej odpowiedzialności za własną świadomość. Nie możemy pozwalać, by nasze słowa były przypadkowym wynikiem zewnętrznych prowokacji. Powinny zawsze, bez wyjątku, stanowić świadomy akt wzniesienia ku naszej pierwotnej doskonałości. Kultywując czystość wypowiedzi i każdego dopuszczonego do serca zdania, zdejmujemy z siebie upokarzającą rolę marionetek własnego egoizmu. Stajemy się wreszcie świadomymi architektami rzeczywistości. W takim stanie zdrowie, harmonia i obfitość są naturalnym wynikiem czystości dźwięków i myśli, które sami wprawiliśmy w ruch.
Dopiero wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że system dobrobytu nie jest nagrodą przyznawaną przez kapryśny los. Jest on technicznym skutkiem poprawnego funkcjonowania duchowych zmysłów, które przestały zajmować się analizą zła. Zamiast tego skupiły całą potężną energię na budowaniu kośćca dobra. W konsekwencji nasze ciało, Guf, zaczyna promieniować zdrowiem, a codzienność wypełnia się ludźmi i zdarzeniami o równie wysokiej wibracji. Tak zamyka się cykl naprawy, w którym słowo staje się ciałem, a ciało świątynią. Każda wypowiedziana litera staje się w niej świętym iskrzeniem, a każdy moment słuchania – aktem przyjmowania błogosławieństwa. Kończy to definitywnie etap życia w nędzy i lęku. Otwierają się przed nami bramy nieograniczonego rozwoju w Świetle, którego nikt nie jest w stanie nam odebrać, dopóki sami pilnujemy straży przy naszych ustach i uszach.